RASPBERRY PI – ŻYCIE PI :)

Raspberry Pi należy do tych małych potężnych tajemniczych cosiów. Dlaczego? Ano dlatego, że w pełni sprawny, działający komputer z okablowaniem i obudową kosztuje od 80-300 pln (zależnie od dodatków). Jednym z takich dodatków w moim przypadku była kamera Pi Noir (i niech wam ręka uschnie jeśli ją kupicie, bo nadaje się co najwyżej do straszenia dzieci – pomimo 8 Mpix i trybu nocnego).

Tak to mniej więcej wygląda u mnie, jak na poniższych obrazkach:

Tutaj nadmienię oczywiście, że PIN-y wlutowałem sam, a dostępna oryginalnie obudowa jest w 3 wariantach (pełna, z wyjściem na piny, z wyjściem na kamerę – otrzymujemy wszystkie trzy). No i co tu jeszcze będzie nam potrzebne do „zmonotowania” Pi? No w zasadzie przyda się porządna lutownica – porządna, to może na wyrost powiedziane, raczej PRECYZYJNA z wąskim grotem. Jeśli nie mamy zamiaru rozbudowywać naszego Pi – nie zawracajmy sobie tym w ogóle gitary, zostawmy go w pełnej obudowie i nie lutujmy żadnych pinów dodatkowych.

Poza tym – możemy kupić komputerek wraz z kartą pamięci i instalatorem systemu (wygodniejsze, kosztuje kilkanaście pln więcej). Wtedy ogranicza się to do podłączenia kabli, uruchomienia komputerka, podania hasła do WiFi i instalacji Raspbiana. Dla bardziej zaawansowanych – w trybie tekstowym (Lite), dla wygodnych i mniej zaawansowanych – graficznym.  Oczywiście w trybie graficznym – muli jak nasz były prezydent z chorobą tropikalną. Dla ludzi chcących wykorzystać PI do czegoś innego niż automatyka domowa – polecam normalną wersję (nie Pi Zero, tylko Pi 3). „3” jest mocniejsza i ma więcej pamięci, ma też dodatkowo już wbudowane porty USB x4 i normalne hdmi. Poza tym – obie mają bluetootha, wifi, radio jako dodatkowy moduł, kamera jako dodatkowy moduł… i to w zasadzie wszystko co jest nam do szczęścia potrzebne.

Uwaga posiadacze MAC-ów. Przyda się jakaś szajsowata klawiatura i myszka do obsługi PI, bo z makówkowymi gadać specjalnie nie chce *(zestaw mysza i klawiatura za 20 pln styknie).

No a potem już wystarczy zainstalować homebridge i ewentualnie domoticza… nauczyć się podstaw programowania *(poradników więcej niż ustawa przewiduje, aczkolwiek po kolei dodam tutaj kilka rzeczy „krok po kroku” dla bardziej opornych i stawiających pierwsze kroki w świecie automatyki.

 

Podsumowując: za około 100 peelnenów mamy Pi… za około 150 – kamerę która do niczego się specjalnie nie nadaje, za 20 myszę i klawiaturę. Dajmy na to, że łącznie zamykamy się w 300 PLN.

 

W zamian za to otrzymujemy… np. stację pogodową z prognozą pogody na kilka dni do przodu, obsługę kamery (gwóźdź w oku ze względu na jakość), miernik jakości powietrza… i kilka innych fajnych – tu w zasadzie ogranicza nas tylko i wyłącznie samozaparcie i pomysłowość. Po pierwszych „bojach” z PI mój homekit dostał dodatkową zakładkę. Wybaczcie, że nazwa ulicy jest zamazana, ale… cenię sobie prywatność. Psychofanki-nimfomanki – zawsze macie zakładkę kontakt 😀 Co prawda nie wiem co na to żona, ale coś wymyślimy 🙂

A wracając do zakładki:

Z „zewnętrznych” stacji pogodowych z okolicy mamy dodatkowe funkcje pod tytułem:

  • pomiar jakości powietrza w okolicy (łącznie z powiadomieniem i alarmem jak jest bardzo źle i dokładnymi parametrami po „wklikaniu” się).
  • aktualna temperatura na naszej ulicy
  • prognoza na 3 dni do przodu (rzeczywista, sprawdza się lepiej niż ta z weather.com)
  • uśrednione wartości z danego dnia

Kamery to zupełnie inna historia – są całe 3… i na pewno o nich sporo napiszę – bo tutaj akurat użyłem innego rozwiązania – co prawda mam zamiar „wrzucić” je do homekita – co proste nie będzie i bez PI się nie uda, nie mniej jednak w tym przypadku możliwości oprogramowania dedykowanego (xiaoyi) biją na głowę możliwości homekita.

Oszczędności jakie wygenerował mi zestaw za 300 PLN – to grubo ponad tysiak – na porządnej stacji pogodowej. Dużo? Mało? Nie wiem, wiem natomiast, że wystarczy na głowice do sterowania ogrzewaniem i czujniki temperatury – nawet te z wyższej półki. Pewnie i tak wybiorę te ze średniej… bo nie lubię wyrzucać pieniędzy jeśli jest to niepotrzebne – co też potwierdza chyba PI i „pogodynka”.