INTERGRACJA SYSTEMÓW

Inteligentny dom (w moim przypadku mieszkanie), to nie tylko oświetlenie. To cały szereg różnych urządzeń. Jeszcze się taki producent nie „urodził”, który zaspokoiłby potrzeby wszystkich. O ile kilka lat temu zrobienie inteligentnego domu wymagało wiedzy mocno technicznej i elektrycznej… o tyle dzisiaj mamy już swego rodzaju boom na smart gadżety działające z naszymi telefonami, nie potrzebujące sterty kabli ani pilotów wielkości przeciętnej dechy do krojenia chleba. Niestety i ten stan rzeczy ma swoje wady. Producentów jest co nie miara, jeszcze więcej jest „gadżetów”. Każdy z producentów ma swoją centralkę do czegoś tam… każdy swoją aplikację… każdy swój standard! Początkowo np. polskie Fibaro działało tylko radiowo, obecnie powstaje seria dedykowana dla Homekit. Podobną drogą po części idą inni producenci, nie mniej jednak standard wdrażany przez Apple rozwija się powoli.

Rozwiązanie okazuje się być proste – trzeba sobie zrobić „tłumacza” z tego szeregu różnych standardów i producentów na „jabłkowy”. Z pomocą przychodzi tutaj Raspberry Pi (w moim przypadki wersja Pi Zero). Dzięki temu można zaoszczędzić bardzo dużo pieniążków, które można wydać np. na… whiskey, albo whisky, generalnie na coś dobrego (i pamiętajcie w razie czego, że w wodzie to się ryby r…. kopulują)!

Jak to działa? Raspberry Pi z zainstalowanym odpowiednim oprogramowaniem robi za „homebridge” – czyli mostek (ale jeden a nie 15 różnych), który obsługuje masę różnych urządzeń różnych producentów (tu zaznaczę, że w standardach: radiowych – o ile odżałujemy 29 pln na radio Pi, bluetooth, wifi – a więc wszystko czego nam do szczęścia potrzeba). Wadą homebridge postawionego na Rasberry Pi jest niewątpliwie… wiedza, sporo wiedzy. Musimy się wgryźć w linuxa, szereg pakietów (node-red, node, homebridge, openssl i wiele wiele innych). Bez bicia powiem, że pomimo znajomości platform linuxowych w pewnym momencie już sam zgrzytałem zębami i chodziłem wkurzony jak borsuk. Napisanie prostego sterownika i zapisanie go to jedno, drugie to uruchomienie go… a trzecie wyczyszczenie kodu (jak już działa). Pierwsze próby – dzień stracony ;> ale owocny. Podpowiem, że dla wielu producentów i urządzeń takie „sterowniki” już są gotowe – i nie jest problemem pobranie ich, zainstalowanie po odpowiednim wchłonięciu kilku ważnych kwestii również. Natomiast cała zabawa zaczyna się w momencie kiedy chcemy sterownik do czegoś, czego już nie ma w „gotowcach”.

Tu mała dygresja dla zwolenników „gotowych rozwiązań” – aplikacja do oświetlenia od Ikea, aplikacja od Fibaro, apka do termostatów, apka do kamer, apka do stacji pogodowej, apka do czujników jakości powietrza… no liczyć mi się nie chce tych apek i nie chce mi się nawet ich wymieniać. Jako uparty osioł chciałem wszystko w jednej aplikacji!

Powracamy do R Pi Zero – koszt około 70 kilka PLN (z obudową, kartą z systemem, zasilaczem). Wielkość – około dwie paczki zapałek.

 


Na początek schemat ogólny „jak to działa” – tylko z pozoru skomplikowany. Nie dopisywałem już poszczególnych urządzeń… bo dostalibyśmy razem oczopląsu. Istotne jest to, że częścią z nich steruje mostek Tradfri, częścią (z Fibaro) Homekit a częścią osprzętu natywnie nie przeznaczonego dla Apple Dom – Homebridge z Raspberry Pi. Finalnie wszystko jest STEROWANE Z JEDNEJ APLIKACJI – APPLE DOM!


No ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach… czyli w tym (nie)szczęsnym Pi. Na stacji pogodowej i czujniku jakości powietrza – udało się zaoszczędzić 1700 PLN!!! Co więc „wpiąłem” w Homebridge na Raspberry Pi, lub nad czym jeszcze pracuję?

 

 

No fajnie, gdzie te oszczędności? Porównałem sprzęt dedykowany (nie mylić z bezproblemowym, bo tak owego poza Fibaro jeszcze nie spotkałem, aczkolwiek ich natywna aplikacja woła o pomstę jeszcze bardziej niż „ikeowa”). Dodam tylko, że nie chodziło mi nigdy o to, żeby zrobić „jak najtaniej”, tylko o to, żeby zrobić rozsądnie, coś co będzie sprawnie działać – i jeśli oszczędności nie były wskazane w jakimś wariancie – nie pojawiały się. Jeśli o oszczędnościach mowa, to są tu wyliczone:

 

Czy warto inwestować w swoją wiedzę i mieszanie „systemów”? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Nie tylko z powodu oszczędności (bądź co bądź na nowego MacBooka Pro 13 styknie z tego), tylko przede wszystkim na niesamowite rozszerzenie możliwości jakie daje nam Apple Dom ze sprzętem różnych producentów w różnych standardach. O tym szerzej napiszę w przykładowym „średnio-cenowym” inteligentnym mieszkaniu na moim przykładzie (patrz PORADNIKI).