IKEA TRADFRI – OŚWIETLENIE

System Ikea jest już dostępny na rynku od grubo ponad roku. Mogę śmiało powiedzieć, że jest on jednym z niewielu, który jest przemyślany, rozbudowany (przynajmniej jeśli chodzi o oświetlenie) i co najważniejsze nie zabija nas cenowo. Aplikacja jest banalnie prosta. Jest oczywiście w języku polskim. Prowadzi za rękę nawet najbardziej opornych technicznie użytkowników. Sam zaś system dzięki bramce – pozwala nie tylko na obsługę oświetlenia za pomocą smartfonu czy tabletu, ale również od jakiegoś czasu na zintegrowanie jej z Apple Dom (pełna kompatybilność z Apple Homekit).

Śmiało mogę powiedzieć, że większość mojego oświetlenia jest oparta o właśnie ten system (łazienka, przedpokój, pokój w sporej części i sypialnia). Dlaczego?

Najważniejsze zalety oświetlenia i systemu Tradfri:

  • CRI/RA (współczynnik oddawania barw) – mało kto zwraca na to uwagę… ba, mało kto wie co to jest. Najprościej rzecz ujmując słońce posiada CRI/RA na poziomie 100. Im wyższy jest ten współczynnik, tym wierniejsze jest odwzorowanie kolorów. Cała „tandeta” chińska ma to na poziomie 70-80 (ta lepsza!), ta gorsza – lepiej nie mówić. Natomiast Ikea wyszła przed szereg i mamy ten parametr na poziomie 92-94 – oznacza to tyle, że jest bardzo dobrze (tak dobrze jak w profesjonalnym oświetleniu studyjnym).
  • Zmiana temperatury barwy światła – mamy do wyboru trzy rodzaje „koloru” światła – ciepłe, zimne, pośrednie. Dla przeciętnego zjadacza chleba – to zdecydowanie lepsze niż zmiana kolorów jak w Philips Hue. To znaczy, że mamy światełko w kolorze „białym”, wpadającym w „ciemny żółto-pomarańczowy” i odpowiednik tradycyjnej żarówki żarowej
  • Rozjaśnianie i ściemnianie – bardzo przydatna rzecz, szczególnie wieczorami… czy też romantycznymi wieczorami, albo „migrenowymi” kiedy każde mocniejsze światło potrafi doprowadzać do szału.
  • Strumień świetlny i prawdziwe parametry. Ikea jakoś specjalnie nie kłamie, ba… nie kłamie. Parametry zmierzone nie odbiegały od deklaracji. Mało tego – wydajność tych żarówek stoi na dobrym poziomie. Nie są specjalnie „wysilone” – co zapewni ich długą żywotność. Te które ja wybrałem mają około 980-1000 lumenów – oznacza to, że między parametrami a prawdą – odpowiadają mniej więcej żarówce 75W w wersji żarnikowej.
  • Panele z kolei są… troszkę toporne, aczkolwiek bardzo wydajne i ładnie świecą, równomiernie rozprowadzają światło.
  • Możliwość integracji z Apple Dom – nie pozostaje bez znaczenia, właściwie to jeden z głównych powodów, dla których zdecydowałem się na to rozwiązanie.

PILOT


Nie sposób pominąć tego małego ustrojstwa, bo jest… genialne. Zacznę może od stabilnej gumowanej i ODPORNEJ NA WIELOKROTNE UPADKI obudowy. Jest ładna, solidnie wykonana i na dobrą sprawę nie ma się czego przyczepić. Zasilana jest malutkimi bateriami (wystarczają spokojnie na około rok), kiedy bateryjka jest bliska wyczerpaniu – sygnalizują to czerwoną diodką. Do pilota dołączony jest również magnetyczny uchwyt – możemy go przykręcić, albo przylepić do ściany. W moim przypadku nie było tak prosto – odkryłem, że jego średnica niemalże idealnie pasuje do puszki po zdemontowanym tradycyjnym włączniku…. to…. to jazda – zlikwidowałem tradycyjne włączniki (kable muszą pozostać w pozycji zwartej – tak jak gdyby włącznik był włączony – tak aby żarówki „dostawały zasilanie i były w stanie standby”).

Jeśli zdecydujemy się na taki krok – pamiętajmy, żeby przed przystąpieniem do radosnych prac ODŁĄCZYĆ zasilanie (np. bezpiecznikiem). Ja wiem, że elektryka prąd nie tyka, ale takie porażenie to nic przyjemnego 😉 Przydadzą się również złączki (szybkozaciskowe lub tradycyjne ze śrubkami). Ważne, żeby obwód był połączony – czyli „przerwę” w obwodzie za którą robi włącznik musimy zewrzeć (połączyć). Jeśli połączymy przewody – włączmy zasilanie – standardowo żarówki powinny się zapalić samoczynnie. Teraz pozostaje zabezpieczyć przewody (ja do tego celu wykorzystałem dociętą 3mm płytę PVC, uszczelniłem silikonem, a na to kilka mm „na pvc” nałożyłem gładź. Oczywiście jest przy tym trochę zabawy, ale w razie potrzeby zawsze można bez „rozpruwania” całej ściany dostać się do puszki i pilota Ikei zastąpić ponownie tradycyjnym włącznikiem.

Pozostaje jeszcze ten efekt WOW – który mnie ani grzeje ani ziębi, ale za to ciekawi wszystkich innych. Wygoda, prostota… i co najważniejsze mobilność takiego włącznika nie pozostawiają już wiele do życzenia. Finalny efekt zamontowanych włączników – pilotów – zamiast tradycyjnych wygląda tak:

Jeśli ktoś jednak jest tradycjonalistą – może zawsze pozostawić sobie tradycyjny włącznik, tego używać jedynie jako pilota. Należy jednak pamiętać, że kiedy tradycyjny przestawimy w pozycję „OFF” i nim wyłączymy światło – to nie włączymy go pilotem (bo przerwiemy obwód zasilania i wyłączymy „standby” w żarówce / plafonie. Stąd też moja sugestia z pozbyciem się tradycyjnych włączników i zastąpienie ich tymi – pomimo „dłubaniny i kurzu” – efekt jest bardzo dobry.

Z IKEOWEGO NA APPLOWY:


Aplikacja Tradfri jest fajna… ale męcząca. Ładna, ale jak dla mnie za cukierkowa. Funkcjonalna (np. symulowanie obecności w domu), ale dostęp do niektórych opcji jest fatalny. No i… o automatyzacji możemy zapomnieć (w pełnym tego słowa znaczeniu). Na szczęście z pomocą przychodzi Fibaro i Raspberry Pi (o tym w innych działach).

Co więc się dzieje po dodaniu bramki Tradfri do Apple Dom? Ano… nic ciekawego, po prostu identyfikujemy poszczególne źródła światła, grupujemy w razie potrzeby, dzielimy sekcjami / pomieszczeniami, ustawiamy ich reakcje np. na czujniki ruchu Fibaro (bo te z ikei można sobie… powiedzmy, że odpuścić).

DZIAŁA? DZIAŁA!


Ale nie bez przebojów. Główny problem (w moim przypadku), to pośrednie rozwiązanie sieciowe – miałem połączone dwa routery (jakiś tam Huawei i Airpot – z kapsułką). W teorii AP robił tylko za „przedłużenie” Huaweia z LTE. W praktyce… bramka ciągle gubiła ustawienia (pomimo przypisanego na stałe adresu IP). Problem rozwiązałem brutalnie – do kabla połączyłem kapsułkę apple, przypisałem na stałe adres IP bramki Tradfri (zupełnie tak jak wcześniej) i… hokus pokus czary mary – z jakiegoś powodu zaczęło działać. Dodam tylko, że Huawei z LTE miał też swój stały adres IP… i bramka była i bezpośrednio „w nim” i w kapsule… na nic to się zdało. Czemu tak się działo? Nie mam zielonego pojęcia, ani nawet różowego. Grunt, że po drobnym uporządkowaniu sieci po entej przeprowadzce i stałym łączu – wszystko zaczęło funkcjonować tak jak należy.

Kilka screenów z aplikacji:

Trzeba przyznać Ikei, że poszli chyba we właściwą stronę – dobre produkty za przystępną cenę i łatwe w konfiguracji. Pełny asortyment znajdziecie oczywiście na ich oficjalnej stronie: IKEA TRADFRI

 


No ale ale…. wymiana w całym domu będzie kosztować masakrycznie dużo!!!!!!!! No tak… to prawda, dlatego w całym nie wymieniałem – z pomocą przychodzą nam systemy innych firm. Jak ogarnąłem całość – przeczytacie natomiast w dziale poradniki. Tam będzie już decydowanie bardziej elektrycznie, programistycznie, wykończeniowo… i generalnie od a do z… przygody która trwa do dziś. Nadmienię tylko, że inteligentny dom, to nie tylko światełka, to też szereg czujników (natężenie światła, czujniki ruchu, czujniki temperatury, termostaty, chłodzenie, grzanie… alarmy, powiadomienia, monitoring… uffff duuuuuużo tego – a jeszcze więcej trzeba przerobić, żeby działało w jednej aplikacji a nie 15 różnych. Wyszedłem jednak z założenia, że skoro od 1,5 roku się z tym męczyłem i kombinowałem i udało się ładnie i bezboleśnie (jestem leniwy :D), to może komuś będzie jeszcze wygodniej i prościej.